Adres, którego nie widać na zdjęciu
Mam zdjęcia, które są w porządku, i folder, w którym giną. Tytuł pliku brzmi „DSC_4412”. Dla mnie to płaszcz po deszczu. Dla kogoś, kto szuka płaszcza, tego pliku nie ma. Podpis robi robotę, której sam kadr nie zrobi. Jak podpis jest o niczym, zdjęcie zostaje ozdobą dysku.
Ze stroną firmy jest podobnie, tylko drożej, bo ktoś już za nią zapłacił. Strona stoi. Na niej jest usługa. W wyszukiwarce człowiek wpisuje usługę i miasto, a dostaje kogoś innego albo nic. Wtedy problemem nie jest „ładny projekt”. Problemem jest to, że strona nie odpowiada na zdanie, które zostało wpisane.
Krystian Welcel zajmuje się w Zawierciu właśnie tym: patrzy na stronę, która już jest, ustala z właścicielem, co ma zostać ruszone, i dopiero potem jest mowa o koszcie. Na jego stronie jest wprost napisane, że nie obiecuje konkretnego miejsca w wynikach. Mogę to przeczytać bez tłumacza. Obietnica „będziesz pierwszy” brzmi jak filtr na zdjęciu, który ktoś sprzedaje jako rzeczywistość.
Nie dopisuję mu klientów ani terminów, bo ich nie znam. Wiem, co sam deklaruje: zakres ustala się przed robotą, fikcyjnego biura nie dokłada się tylko po to, żeby miasto pojawiło się w tekście, a zacząć można od jednego konkretnego poprawienia, nie od umowy na zawsze. Strona, na której to stoi, nazywa się Pozycjonowanie Zawiercie.
U mnie koniec jest prostszy. Zmieniam nazwę pliku, zanim wyślę zdjęcie. Jak tego nie zrobię, płaszcz zostaje numerem. Numer nikomu nie mówi, że rano padało.
Lena Kruk. Fotografka. Pisze o czerni w ubraniu, w kadrze i w pokoju.