Przejdź do treści
The Black
Motyw z Unsplash. To nie mój kubek.
Motyw z Unsplash. To nie mój kubek.

Kawa w czarnym kubku rano

· 5 min

Kubek stoi tam, gdzie wczoraj go zostawiłam: przy zlewie, uchwytem w stronę okna. Jest czarny w środku i na zewnątrz, więc rano, zanim zapalę światło pod szafką, prawie go nie ma. Blat też jest ciemny. Widzę tylko rant, cienką obręcz, która łapie szarość z podwórka. Sięgam po niego po omacku i trafiam. To dobry sprawdzian. Jeśli rant jest ciepły, ktoś tu był. Jest zimny. Byłam tylko ja, wczoraj, i nie domyłam fusów do końca. Fusy z wczoraj siedzą przy dnie cienkim pierścieniem. Zmywam je palcem, zanim wsypię nowe, bo nie lubię dwóch poranków w jednym kubku. Pierścień fusów schodzi nierówno i zostawia półksiężyc, który domywam drugi raz, już bez pośpiechu.

Wsypuję kawę. W czarnym środku fusy znikają szybciej niż w białej filiżance, którą dostałam i schowałam, bo razi mnie o tej godzinie. Zalewam wodą. Para idzie w szybę i na chwilę kuchnia ma dwa światła: jedno z dworu, drugie z kubka, miękkie, bez kierunku. Mieszam łyżeczką. Łyżeczka stuka o ściankę i ten dźwięk jest jaśniejszy niż sam kubek. Piję pierwszy łyk za gorący. Odstawiam. Patrzę, jak powierzchnia kawy uspokaja się i robi się prawie tak czarna jak glazura, tylko z jednym refleksem od framugi. Łyżeczka jest z szuflady, ta krótsza, i dlatego stuk jest wysoki. Dłuższa została w zlewie i nie będę jej teraz szukać po omacku. Krótka łyżeczka ledwo mieści się w kubku przy mieszaniu. Dlatego stuk jest głośny i poranek zaczyna się dźwiękiem, nie obrazem.

Na zdjęciu taki kubek często wychodzi jako plama. Albo tło zjada brzeg, albo błysk na rancie jest jedyną informacją i reszta wygląda jak dziura wycięta w blacie. Dziś nie robię zdjęcia od razu. Najpierw piję. Dopiero kiedy poziom spada i widać ślad kawy na ściance, biorę aparat, który leży na lodówce, bo tam nie ma okruchów. Kadr jest ciasny. Wchodzi rant, uchwyt i kawałek ścierki. Ścierka jest szara i dzięki niej kubek ma sąsiada. Bez sąsiada czerń nie ma do czego się odnieść. Ścierka pachnie wczorajszym myciem. Odsuwam ją o dłoń, żeby nie weszła w kadr miękką plamą, która zjadłaby rant. Miękka plama ścierki wróci do kadru później, kiedy kubek będzie pusty. Teraz rant ma być sam.

Okno jest brudne od wczorajszego deszczu. To pomaga. Światło nie jest ostre, nie rysuje cienia łyżeczki jak nożem. Cień i tak jest, krótki, pod uchem kubka, i mówi, że przedmiot stoi, a nie wisi w pustce. Przesuwam kubek o dłoń w prawo. Cień się skraca. Cofam. Zostawiam tam, gdzie stał, bo nie lubię poprawiać kuchni pod kadr. Kuchnia ma być do picia. Kadr ma to znieść albo nie. Brud na szybie jest w kropki, nie w smugę. Kropki rozbijają światło i cień łyżeczki ma postrzępiony brzeg. Zostawiam. Mycie okna poczeka na suchszy dzień. Postrzępiony cień łyżeczki znika, kiedy przesuwam kubek pod samą framugę. Cofam go. Wolę postrzępienie niż pusty błysk.

Drugi łyk jest już do wypicia. Kawa smakuje normalnie, trochę za mocno, tak jak lubię, kiedy jeszcze nie mówiłam. Czerń kubka nie zmienia smaku. Zmienia poranek o tyle, że nie widzę osadu tak wyraźnie jak w jasnej filiżance i mogę udawać, że zmywanie poczeka. Nie udaję długo. Przy trzecim łyku widzę jednak paseczek przy dnie, jaśniejszy, prawie rudy. Glazura go nie ukryła. Dobrze. Wolę wiedzieć, co jest w środku, niż mieć gładki obraz. Rudy pasek przy dnie znika, kiedy dolewam łyk zimnej wody, żeby dało się pić. Potem wraca, mniejszy. Nie udaję, że go nie ma. Zimna woda, którą dolewam, podnosi fus na chwilę. Opadają wolno. Patrzę, aż powierzchnia znowu jest prawie czarna.

Myję kubek od razu, ciepłą wodą, bez pośpiechu. Czerń mokra jest głębsza niż czerń sucha. Stawiam go do góry dnem na ścierce. Za godzinę rant znowu zniknie na blacie i zostanie sama obręcz. Jutro powtórzę to samo, bez nowego naczynia i bez jasnej filiżanki z szafki. Rano nie potrzebuję kontrastu na siłę. Potrzebuję kubka, który da się znaleźć ręką, zanim oczy się dogadają ze światłem z podwórka. Kubek odwrócony kapie raz, na środek ścierki. Ta kropla jest czysta. Reszta poranka już nie musi być czarna, żeby była skończona. Suchy kubek stawiam uchem w tę samą stronę co wczoraj. Rano ręka ma trafiać bez negocjacji z oczami.

Lena Kruk. Fotografka. Pisze o czerni w ubraniu, w kadrze i w pokoju.