Przejdź do treści
The Black
Motyw z Unsplash. To nie moja ściana.
Motyw z Unsplash. To nie moja ściana.

Światło z boku na czarnej ścianie

· 5 min

Ściana naprzeciwko biurka jest czarna od trzech lat. Malowałam ją wałkiem w niedzielę, kiedy sąsiad wiercił i co chwilę milkł, jakby sam siebie sprawdzał. Farba schła wolno. Rano wyglądała jak tablica, na której nic nie napisano. Ludzie, którzy wchodzą pierwszy raz, mówią, że pokój się zmniejszył. Mnie się nie zmniejszył. Zmienił się sposób, w jaki światło ma się gdzie oprzeć. Bez tej ściany okno rozlewa się po wszystkim i nie mam krawędzi. Wałek wtedy skakał na łączeniu płyt i do dziś, kiedy przykładam policzek, czuję ten próg, cienki, ale prawdziwy. Sąsiad skończył wiercić, zanim farba złapała pierwszy połysk, i został mi tylko ten ślad. Farba przy listwie jest grubsza, bo tam wałek zwalniał, i w bocznym świetle ten pas wygląda jak drugi cień.

Dziś światło wchodzi z lewej, z okna, które zostawiłam uchylone na szerokość dłoni. Nie stawiam lampy. Lampa od razu robi plamę i ściana staje się dekoracją, a ja chcę zobaczyć samą farbę. Wałek zostawił pasy, ledwo widoczne, dopóki promień idzie prawie równolegle do płaszczyzny. Przesuwam krzesło. Siadam nisko. Aparat kładę na stosie książek, bo statywu nie rozłożyłam, a podłoga skrzypi, kiedy wstaję za często. Książki pod aparatem są nierówne. Podkładam pod spód notes, ten od atramentu, żeby linia ściany na klatce nie uciekała w dół jak pęknięta półka. Notes pod aparatem ma ślad palca przy rogu. Nie wycieram go teraz, żeby nie ruszyć stosu i nie stracić linii.

Na wprost ściana jest dziurą. Z boku jest mapą. Widać rysę przy kontakcie, cienką jak włos, i miejsce, gdzie kiedyś przykleiłam taśmę, a klej został jaśniejszy od reszty. Widać też pył, który unosi się w smudze i siada z powrotem, kiedy ktoś na klatce trzaśnie drzwiami. Robię trzy klatki. Pierwsza jest za jasna, bo w kadr weszło okno. Druga ucina rysę. Trzecia trzyma sam środek ściany i cień framugi, który kładzie się ukośnie, jak linijka. Klej po taśmie jest matowy. Palcem, suchym, sprawdzam, czy nie pyli. Pyli odrobinę. Ścieram o spodnie i wracam do wizjera, zanim smuga przesunie się za kontakt. Pył z kleju zostaje na spodniach jasną kropką. Strzepuję ją później, przy oknie, nie w kadrze.

Czerń na matrycy nie jest tą czernią, którą widzę okiem. Oko dopowiada fakturę, bo wiem, że ściana jest chropowata i że wczoraj starłam z niej okruch. Aparat dostaje mniej podpowiedzi. Jeśli doświetlę, wyjdzie grafit. Jeśli przytnę, zniknie rysa i zostanie plakat. Zostawiam trzecią klatkę. Nie podciągam suwaków. Wolę wrócić jutro, kiedy słońce będzie niżej, niż udawać, że farba jest aksamitem. Na ekranie grafit kusi, bo wygląda schludnie. Schodzę z pokusą na ziemię: jeśli rysy nie ma, zdjęcie jest o niczym, choćby było gładkie jak drzwi od szafy. Gładkie drzwi od szafy są obok i kuszą jako porównanie. Nie biorę ich do kadru. Dziś tematem jest rysa, nie mebel.

Wstaję i przykładam dłoń do ściany. Jest chłodna, trochę szorstka, i zostawia na palcu zapach farby, choć farba dawno wyschła. To pewnie kurz, nie farba, ale nos i tak mówi swoje. Cofam się pod okno. Smuga wędruje. Za godzinę dojdzie do kontaktu i rysa zniknie w równym świetle. Wtedy ściana znowu będzie wyglądać na gładką i pustą. Dlatego fotografuję teraz, kiedy bok zdradza, że to nie otwór, tylko powierzchnia, którą da się zarysować paznokciem. Zapach, który biorę za farbę, znika po chwili na dłoni. Zostaje chłód. Chłód też jest informacją, tylko takiej nie zapiszę w pliku, więc trzymam ją w głowie do jutra. Jutro, jeśli chmura zasłoni bok, odpuszczę ścianę i zrobię kawę. Ściana zaczeka. Kawa nie.

Zamykam okno, bo robi się chłodno w stopy. Ściana ciemnieje od razu, jakby ktoś zgasił nie lampę, tylko kierunek. Zostawiam aparat na książkach. Jutro sprawdzę, czy trzecia klatka nadal trzyma rysę, czy tylko mi się wydaje, że ją widzę na małym ekranie. Jeśli zniknie, powtórzę. Ściana nigdzie się nie wybiera. Ja też nie, dopóki światło znowu nie wejdzie z boku i nie pokaże, gdzie wałek skończył pas. Szpara w oknie gwiżdże cicho. Nie zaklejam jej. Dzięki niej wiem, z której strony przyjdzie światło, zanim jeszcze zobaczę pas na ścianie. Gwiazd nie szukam w tej szparze. Szukam kierunku. Kierunek jest już na farbie, wystarczy nie zgasić go lampą.

Lena Kruk. Fotografka. Pisze o czerni w ubraniu, w kadrze i w pokoju.